sobota, 29 grudnia 2012

Czas końca, ale i początku...

Witajcie,

Tym postem zaczynam swoją przygodę z blogiem, tudzież blogowaniem.

Pewnie się zastanawiacie, o czym będzie kolejny blog?
I tu zaczyna się problem, ponieważ nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie :( Na moje szczęście mam dość szeroką gamę zainteresowań i tak na prawdę będzie o wszystkim po trochu. Znajdzie się trochę miejsca dla sportu w profesjonalnym wykonaniu (komentować zawsze można :), będzie o moich osobistych wyczynach "sportowych", ale znajdzie się coś o książkach, które czytam namiętnie i będą też moje złote myśli i przemyślenia, także sądzę, że będzie znośnie i nie będzie wiało nudną.

Pierwszy post jest związany z końcem obecnego roku, początkiem mojej kariery na tym blogu, ale i początkiem mojego nowego JA. 
To teraz po kolei. 
O początku kariery blogera pisać nie będę, bo to się samo przez się rozumie. Natomiast skupię się na końcu roku- czasie podsumowań i moim nowym JA.
Prawda jest taka, że rok 2012 zaliczam do kompletnie nieudanych, a na dodatek kończę go chorobą, więc muszę przyznać, po raz pierwszy w życiu zgodzę się z horoskopem, że był bardzo nieudany. No jest mały wyjątek- uczucia rosną w siłę i szczerze z tego bardzo się cieszę :)
Moje nowe JA powstało po podsumowaniu tego roku i rozmowie z mamą. Może to dziwnie zabrzmi, ale pewna rozmowa z mamą skłoniła mnie do przemyślenia wielu spraw i wnioski, do których doszłam, mnie załamały. A że nie lubię się dołować, więc trzeba coś zmienić. I tak na rok 2013 planuję totalną rewoltę w swoim życiu- czy mi się uda? To się okaże, ale horoskopy są pomyślne dla mnie. Mam nadzieję, że się sprawdzą i zrobię wszystko, żeby im w tym pomóc.

A póki co, na dobry początek, podzielę się moją piosenką na dziś, która jest również w pewnym sensie motywem przewodnim na cały 2013 rok. Miłego słuchania :)

Sheryl Crow- Tomorrow Never Dies...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz