Co mi Panie dasz…
Pewnie zaraz pomyślicie, że jak trwoga, to do Boga…
Niestety, coś w tym jest… Ale nie będę hipokrytką. Nie zwalę winy za swoje
niepowodzenia na innych albo lepiej, na siłę wyższą. Przecież to ode mnie
zależy mój los…
Dzisiaj moje wkurzenie na samą siebie sięga zenitu. Osiągnęłam
poziom: wybór między tym co powinnam, a marzeniami bardzo bliskiej mi osoby. I
jak tu się nie wkurzać? Tym bardziej, że moja frustracja udziela się innym, właśnie
bliskim…
Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o…
Walizko, a nawet reklamówko, dobra, niech stracę… Może być nawet jeden pliczek
pieniąsorów, gdzie jesteście? Którędy mam iść, żeby pomóc Wam mnie odnaleźć?
Dobra… Koniec użalania się… Czas na kolejny dzień walki o
swoje…
Co (dzisiaj) mi Panie dasz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz