środa, 30 stycznia 2013

Dawno, dawno temu...

Nazbierało się kilka dni zaległości, ale warto było czekać...

Przez tych kilka dni, kiedy mnie nie było, usilnie próbowałam znaleźć pracę, rozwijać się intelektualnie i towarzysko... A tak na serio, to szukałam pracy, a w ramach relaksu znowu wpadłam w ramiona Joanny Chmielewskiej.
"Lesio" jest obecnie wałkowany, ku mojej radości, a przerażeniu Łukasza, bo co kilka chwil się chichram do książki :)

Ostatnie dni, były dla mnie dość... Emocjonujące...
Raz, że mogłam się sprawdzić jako ciotka, to znaczy dotrzymywałam Bartkowi towarzystwa. Żeby nie było, Bubuś ciotkę tolerował, i nawet wytrzymywał moją obecność :)


Czwartek obfitował w emocje, a raczej w ich siłę, ale mniejsza z tym. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło, a Bubuś przespał prawie całą "atrakcję".

Poniedziałek był szalony, a to w pewnym sensie też zasługa Bubusia, a raczej kobitki ze żłobka i służby zdrowia.
Z tego dnia wyciągnęłam następujące wnioski: półtora roczny chłopczyk + 400 ml Kubusia = (nie ma bata) Pampers tego nie ogarnia :) Zaczął przeciekać :P
W tym dniu też dostałam informację, że dostałam pracę - i jak tu się nie cieszyć?

Wczoraj świętowałam swoje urodzinki- nie zdradzę które, uzgodnijmy, że 18 ;) Dośpiewajcie sobie resztę :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz